Triathlon dla Turnickiego. Ukryty biznes w tle „niewidzialnego parku”

W minioną sobotę eko aktywiści zebrali się w jednym miejscu, by uczestniczyć w sportowym wyzwaniu, zorganizowanym w intencji powstania głośnego od lat Turnickiego Parku Narodowego. Idea brzmi wzniośle – dopóki nie zajrzy się pod pokrywający ją pancerz. Cała inicjatywa odbywa się pod etykietą Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze. Ta natomiast sprawia, że wszystko, czego się dotknie, staje się interesem. Niekoniecznie takim, z którym warto się identyfikować.

W imię Turnickiego Parku Narodowego

Zawodnicy spotkali się 5 sierpnia, o godz. 8.00 na Plaży Ostrów w Przemyślu. Stamtąd wyruszyli, by w pocie czoła pokazać światu swoje poparcie dla Turnickiego Parku Narodowego. W Triathlonie należało przepłynąć kilka kilometrów kajakiem, kolejny odcinek przejechać na rowerze, a na końcu przebiec na własnych nogach. Meta umieszczona została w Kalwarii Pacławskiej.

„Przyłącz się choćby na chwilę. Wierzymy w sprawczą moc dobrej energii. Krąży wokół nas, popychając do działania, motywując i dodając sił” – zachęcał do udziału organizator. „Właśnie w taki sposób narodziła się idea Triathlonu dla Turnickiego. To kameralne wyzwanie sportowe, w ramach którego przemierzamy dziesiątki kilometrów płynąc, jadąc na rowerze oraz biegnąc. Dla nas samych, ale przede wszystkim dla sprawy. To forma przypomnienia, że jest wiele sposobów na zaangażowanie” – wyjaśniano dalej na profilu Turnickiego Parku Narodowego na Facebooku.

Każdy, kto pilnie uczył się w szkole o parkach narodowych, może przeżywać właśnie dysonans poznawczy: „Turnicki? Nie pamiętam takiego”. I słusznie, bo cały Triathlon odbywał się w imię Niewidzialnego Parku Turnickiego na terenie Puszczy Karpackiej, o który z różnym zaangażowaniem toczą się walki od kilkudziesięciu lat. Zgodnie z planami miałby to być szósty co do wielkości park narodowy w Polsce.

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze od kilkunastu lat trzyma pieczę nad tą inicjatywą, jednocześnie promując ją własną marką oraz twarzą Antoniego Kostki, biznesmena, którego dorobek związany z działalnością fundacji pozostawia wiele do życzenia.

Biznes uszyty na Turnickim Parku Narodowym

Nie jest tajemnicą, że jedną z najważniejszych twarzy Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze jest Antoni Kostka – ekolog oraz zacięty wróg Lasów Państwowych. Zanim jednak rozpoczął on swoją eko przygodę, brylował w świecie wielkich interesów. Roli biznesmena nigdy nie porzucił. Można wręcz rzec, że wraz z fundacją i Turnickim Parkiem Narodowym zyskał dodatkową przestrzeń dla swoich finansowych działań.

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze dzięki zaangażowaniu w niewidzialny park narodowy zyskała ogólnopolską sławę i wielkie zaufanie społeczne. Co w związku z tym dzieje się na stronie internetowej fundacji? Powstaje tam zbiórka mająca na celu zebranie środków na ustanowienie stref ochronnych dla orlika krzykliwego. Cel to 1200 zł… na każdą taką strefę, a tych może być przecież bardzo, bardzo dużo.

Walka o orlika krzykliwego godna podziwu. Jednak w tym wszystkim kryje się haczyk, o którym najwyraźniej Antonii Kostka zapomniał wspomnieć. Jak można sprawdzić w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, zgłoszenie oraz utworzenie takiej strefy ochronnej jest… bezpłatne. I nie trzeba należeć do fundacji, by móc zgłosić taką potrzebę. Może to zrobić każdy. Nasuwa się więc pytanie, na co fundacja przeznaczyła wszystkie zebrane w zbiórce pieniądze, jeśli nie na utworzenie stref ochronnych?

Na tym jednak nie kończą się działania Kostki w temacie orlika krzykliwego. Ma on na swoim koncie kolejną podejrzaną aferę. Ekolog zgłosił, że na jednym z drzew przeznaczonych do wycinki znajduje się gniazdo, należące właśnie do orlika krzykliwego. To rozpoczęło fale protestów, a znalezisko miało być pretekstem do utworzenia kolejnej strefy ochrony. Leśnicy jednak szybko zdali sobie sprawę z tego, że zostali oszukani. Zwrócili uwagę na wykorzystane gałęzie, które miały wyraźne miejsca po cięciu. Ponadto próżno można było szukać śladów obecności jakiegokolwiek ptaka w tym gnieździe. Sprawa trafiła do sądu. Powołano eksperta, który potwierdził tezę Lasów Polskich. A jak odniósł się  do wyroku Kostka? No cóż, stwierdził z rozbrajającą szczerością, że przecież nie jest ornitologiem i ma prawo się nie znać. Jego intencje były natomiast szczere. Chciał dobrze.

Mówiąc o biznesach Kostki, nie można pominąć słynnej sprawy z sokami wyciskanymi z prastarych gatunków jabłek, które miały zostać zerwane w dziewiczych regionach Bieszczad. Soki, które nie należały do tanich, chwalone były jako w stu procentach naturalne i całkowicie wolne od pestycydów. Ekolog chętnie opowiadał w mediach, że dzikie jabłonie należą do starych gatunków, których nie znajdzie się dziś we współczesnych sadach. Co więcej, miały one rosnąć w tak dzikim miejscu, że nigdy nie było możliwości, by stosować względem nich nawozy sztuczne. Jak się jednak okazało, prawda była zupełnie inne. Po raz kolejny Kostka stanął w sądzie naprzeciwko Lasów Państwowych, a dokładnie Nadleśnictwa Bircza. Załączona ekspertyza wykazała, że w jabłkowych sokach znacznie przekroczono dopuszczalną normę pestycydów. Kurtyna!

Antoni Kostka nie ukrywa, że jest biznesmenem. Chwali się w mediach, że pewne mechanizmy właściwe dla biznesu stosuje w fundacji. Na spotkania przyjeżdża ubrany w drogi garnitur, samochodem wartym ćwierć miliona złotych. Patrząc na jego historię, trudno oprzeć się pokusie, że w konflikcie na linii Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze a Lasy Polskie, to nie leśnicy są „bezduszni”.

Maria Rozalska

Fot. collage Swiatrolnika.info/Fronda.pl

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Related Articles