Kontrowersyjny ekolog w obronie Lasów Państwowych. Niespodziewana zmiana frontu?

1,5 mln m3 drzew – tyle według „Gazety Wyborczej” Nadleśnictwo Bircza ma pozyskać drewna do 2026 r. Z kolei obecny rok ma być wyjątkowo obfity w wycinkę drzew, czego powodem są zbliżające się wybory. Tak perfidna manipulacja faktami spotkała się nie tylko ze stanowczą reakcją samego Nadleśnictwa. Okazało się, że GW tak bardzo odkleiła się od rzeczywistości, że stronę Lasów Państwowych zajął nawet ich zaciekły wróg, czyli Antoni Kostka, reprezentujący Fundację Dziedzictwo Przyrodnicze.

Bezduszni leśnicy pod czujnym okiem mediów

„Gazeta Wyborcza” bezlitośnie atakuje Lasy Państwowe w opublikowanym 4 lipca artykule „W roku wyborczym tną drzewa na potęgę. Chodzi o gigantyczne dochody. Z Nadleśnictwa Bircza ma wyjechać 36 tys. ciężarówek”. Oczywiście „grzechów” Nadleśnictwa pojawia się  więcej. Obniżenie wieku rębności drzew, nagłe przyśpieszenie wycinki, ogromne ilości drewna pozyskanego w rzekomo krótkim czasie i, mówiąc ogólnie, nieprawidłowa gospodarka leśna – to krytyka, z którą zmierzyć się muszą leśnicy.

Co więcej, temat bardzo obrazowo przedstawiony przez „Gazetę Wyborczą” bezrefleksyjnie podchwycił Dariusz Joński. Polityk na swoim Facebooku opublikował krótkie nagranie, wykonane przy wejściu na teren Nadleśnictwa, które, jego zdaniem, zamieniło się w przerażający plac wycinki – oczywiście za zgodą polityków PiS. „Wyobraźcie sobie, że minister środowiska z PiSu wydał decyzję, aby, w przeliczeniu, 36 tys 40-tonowych ciężarówek z tego pięknego lasu wywiozło, a później sprzedało, drzewo. O co chodzi? Chodzi o ogromne pieniądze”. Jakie „ogromne pieniądze” Joński ma na myśli? Tego już się nie dowiadujemy.

Nadleśnictwo mówi jasno: „To oczywista manipulacja”

Na stronie Nadleśnictwa Bircza bardzo szybko pojawiło się sprostowanie informacji bezczelnie rozpowszechnianych przez GW. Zwrócono przede wszystkim uwagę na ilość pozyskiwanego drewna. W rzeczywistości leśnicy mają wyprowadzić nie 1,5 mln m3 drzewa, licząc od tego roku do 2026, ale 1,4 mln m3 w ciągu 10 lat, czyli od 2017 do 2026 r. Ilość ta została określona w Planie Urządzenia Lasu (PUL), właśnie w 2017 r. Wtedy też ustalono wiek rębności drzew, który od tamtego czasu nie został w żaden sposób zmieniony – wbrew temu, co mówią lewicowe media.

Nieprawdziwe jest również twierdzenie, że w roku wyborczym wycinka w znaczny sposób przyśpieszyła. Licząc od 2017 r., każdego kolejnego roku Nadleśnictwo pozyskiwało zbliżoną ilość drewna, mieszczącą się w granicach 120-127 tys m3. Wyjątkiem był rok 2020, w którym nie udało się zrealizować wszystkich założonych zadań z powodu pandemii.

Przedstawiciele Nadleśnictwa Bircza wskazują ponadto, że autor publikacji „Gazety Wyborczej”, Rafał Bolanowski, zadał pytania dziennikarskie dopiero po ukazaniu się kontrowersyjnego tekstu. „Redakcja wystosowała zapytanie do Nadleśnictwa Bircza w tej sprawie już po opublikowaniu przedmiotowego artykułu. Proszę  ocenić, czy tak wygląda rzetelne, obiektywne dziennikarstwo i poszukiwanie prawdy” – wyjaśniają leśnicy.

Niespodziewany sojusznik Lasów Państwowych

Całą sytuację niespodziewanie i w sposób niepodobny do dotychczasowych działań postanowił skomentować Antoni Kostka, ekolog znany jako zagorzały przeciwnik Lasów Państwowych. Swoje stanowisko umieścił na Facebooku. „Artykuł w GW i filmiki z (pewnie z Bogu ducha winnym) posłem @Dariusz Joński na temat gospodarki leśnej w nadleśnictwie Bircza, w @Turnicki Park Narodowy projektowany są pełne błędów i przekłamań. Tego nie da się oglądać. Na tym tle sprostowanie na stronie Nadleśnictwo Bircza jawi się jako wyraz zdrowego rozsądku (sam nie wierzę, że to napisałem)” – informuje na swoim Facebooku Kostka. Aktywista tłumaczy dalej, że zbliżające się wybory nie mają żadnego związku z pozyskiwaniem drewna, które odbywa się na podstawie 10-letniego Planu Urządzenia Lasu. „Są chyba jakieś granice populizmu. Ja wysiadam z tego pociągu na stacji zdrowy rozsądek” – podsumowuje swoje stanowisko.

Taka postawa Kostki może zaskakiwać. Wszak słynie on z permanentnego bycia na bakier z Lasami Państwowymi. Leśnicy przecież wiecznie robią pod górkę dzielnie walczącym o świat ekologom. Ba, sam zainteresowany i Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze nie jeden raz spotkali się w sądzie, oczywiście po przeciwnej stronie barykady. Są nawet takie sprawy, które toczą się do dziś. Tym bardziej dziwi, że Kostka zdecydował się na krytykę zawsze sprzyjającej mu „Gazety Wyborczej” i łaskawie spojrzał na sprostowanie wystosowane przez Nadleśnictwo Bircza. Niektórzy obserwatorzy  pokusili się nawet o stwierdzenie, że komentarz ekologa jest „promocyjny”.

Lasy Państwowe vs. Antoni Kostka

Punktów zapalnych między Lasami Państwowymi a Kostką i reprezentowaną przez niego Fundacją Dziedzictwo Przyrodnicze jest wiele. Jednym z najgłośniejszych jest sprawa domniemanego gniazda orlika krzykliwego. Miało ono znajdować się na drzewie przeznaczonym do wycinki, którą fundacja chciała w medialny sposób zatrzymać. Sprawa jednak nie zakończyła się przychylnie dla ekologów, gdyż ekspertyza wykazała, że gniazdo było… dziełem człowieka. Robert Wyrostkiewicz na jednym z portali pisał tak: „Jak stwierdzili leśnicy, gniazdo jest dziwnie ażurowe, a gałązki mają ślady intencjonalnych cięć. W sądzie także zapadł wyrok na korzyść leśników, a nie samozwańczych przyrodników. Samozwańczych, bo przed wymiarem sprawiedliwości Kostka przyznał, że nie jest przecież ornitologiem, a chciał dobrze”.

Kolejną aferą były soki, promowane twarzą Kostki, pozyskiwane z rzekomo ekologicznych jabłek rosnących w samym sercu Bieszczad. Miały to być owoce gatunków dziś już zapomnianych, z drzew całkowicie wolnych od jakichkolwiek oprysków, co, oczywiście, przekładało się na zawrotną cenę. Jednak profesjonalna ekspertyza wykazała nadmierne stężenie pestycydów w tym produkcie. Sprawa miała swój finał w sądzie, a przeciwko Kostce występowały Lasy Państwowe. To one bowiem udowodniły prawdziwy skład soków.

Powyższe przykłady nie wyczerpują tematu mijających się z etyką zagrań fundacji. Są jeszcze nieuczciwe zbiórki, prowadzone na realizację celów, które tak naprawdę nie wymagają żadnego nakładu finansowego. Jest też sprawa w sądzie o wycinkę drzew w miejscach potencjalnego gawrowania niedźwiedzi. Potencjalnego – gdyż wszelkie lustracje terenowe wskazują, że planowana wycinka nie zagraża niedźwiedziom. Tym bardziej dziwi więc zupełnie nowa twarz Antoniego Kostki, a na usta aż ciśnie się pytanie, skąd ta nagła zmiana frontu? Czyżby faktycznie forma promocji?

Piotr Strumieński – dziennikarz 

Foto: archiwum własne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Related Articles